Mądrość jest przekleństwem, do którego dążymy. Głupota jest darem, od którego uciekamy.

Morinna
~~ Ankieta ~~
(brak)

piątek, 18 stycznia 2019

Co może czuć ktoś z zaburzeniami psychicznymi gdy zadajemy nie zręczne pytania?

- Masz depresje? Serio? Nie widać.
- Też czasem mam depresje nie przejmuj się, będzie dobrze
- Nie widać, że masz zespół aspegera
- Nie martw się, każdy na coś choruje
- Od czego masz depresje?
- Skąd wiesz, że masz depresje/aspergera w ogóle tego po Tobie nie widać
- Uśmiechasz się to nie masz już depresji. 
- Jak się to u Ciebie objawia?

Te i wiele innych rzeczy usłyszałam, gdy przyznałam się, że mam depresje albo zespół aspergera. Choroba psychiczna lub jakieś zaburzenia psychiczne to nie urwana nagle ręka, że to widać. Mówienie komuś, powyżej wymienionych rzeczy to nie komplement. Co jakiś czas na różnych portalach ktoś publikuje tekst "czego nie mówić osobie..."często jedynym wyjaśnieniem wtedy jest, że takie rzeczy są nie na miejscu bo komuś moze to sprawić przykrość. Oczywiście tak jest, ale poza tym poczuć można o wiele więcej. Czuję się wtedy jak by mi ktoś nie wierzył, że mogę na coś chorować i zarzucał mi kłamstwo. Czuję się jakby ktoś sugerował mi, że próbuję sobie zawłaszczyć jakiś przywilej, który mi się nie należy bo nie jestem naprawdę chora. Czuje się jakby to, że mam jakieś problemy psychiczne miało oznaczać, że mam zamknąć się w zakładzie psychiatrycznym lub domu jeśli mój stan nie jest aż tak krytyczny i mogła wyjść do świata jak już będę zdrowa. Taka sytuacja sprawia, że osoba obdarowana takimi miłymi słowami nie wie co ma powiedzieć, podziękować? Może dostać ataku paniki, szału czy innego adekwatnego do jej stanu psychiki, by pokazać, że no nie jednak widać. 
Dla mnie nie zręczne też jest jak słyszę pochwałę, że świetnie sobie radzę mimo problemów psychicznych. Staram się robię co mogę by tak było. Nie poprawia mi to humoru, nie czuje się jak bym sobie radziła tak dobrze jak w komplemencie. Zwłaszcza jeśli nie jest on od osoby, z którą nie jestem na tyle blisko by wiedziała jak wygląda czas, gdy sobie nie radziłam. Po takim komplemencie, też często przypomina mi się czas kiedy to tak świetnie sobie nie radziłam, przez co czuje się gorzej. 

"Od czego masz depresje?"
Często słyszę to pytanie, zazwyczaj od osób, z którymi nie jestem dość blisko. Pytanie to jest nie na miejscu, depresja nie zawsze musi być spowodowana jakimś tragicznym wydarzeniem, może się na to nakładać wiele czynników. Mogą to być bardzo osobiste rzeczy, o których ktoś nie chce mówić. A może nie być w ogóle powodu bo po prostu ktoś ma zaburzoną chemie w mózgu. 
Starajmy się szanować czyjąś intymność i prywatność, często sam fakt, że ktoś nam przyznaje się do depresji jest dużym wysiłkiem i pokonaniem samego siebie. Nie nadużywajmy zaufania jakim jesteśmy obdarzeni.

"Też czasem mam depresje nie przejmuj się, będzie dobrze" i inne temu podobne 
Owszem każdy ma czasem jakiś dołek czy gorszy dzień, ale taki gorszy dzień to nie jest depresja. Depresja to choroba przewlekła, a nie chwilowy dołek. Takie stwierdzenia bagatelizują chorobę jaką jest depresja i sprowadzają ją tylko do jakiegoś tam chwilowego smutku i dołka. 

"Skąd wiesz, że masz depresje/aspergera w ogóle tego po Tobie nie widać"
Najczęściej ludzie o swoich problemach psychicznych dowiadują się od specjalisty po badaniu itp. Specjaliści maja swoje "magiczne" sposoby by to dostrzec.

"Nie martw się, każdy na coś choruje"
Nie wiem jak to ma kogoś pocieszyć. Mam się poczuć lepiej, że nie ja jedna mam jakiś problem, czy gorzej, że inni mimo chorób radzą sobie lepiej? 

"Jak się to u Ciebie objawia?"
Nie raz słyszałam takie pytanie. Jest ono strasznie nie zręczne, nie wiem co mam powiedzieć. Opowiedzieć o jakiś atakach i przytaczać osobiste historie z życia? Czy wymienić jak w artykule na wikipedii "objawami aspergera/depresji są...." Nie spędzam życia na analizowaniu każdego swojego kroku, myśli i słowa, by wiedzieć również nie mam takiego analityka za plecami co sporządza listę objawów. Owszem czasem wiadomo jakie ma się objawy ale jeśli nie rozmawiamy sobie i nie wymieniamy doświadczeń to jest bardzo ciężko wymienić naglę listę objawów. 

wtorek, 18 września 2018

Wróć


Wróć,
Wróć do miejsca gdzie zagubiłaś
Zawróć tam gdzie zostawiłaś to czego brak
Nie słuchaj rad
Tylko zawróć i wróć

W miejsce gdzie duszę zgubiłaś
Gdzie słodki obłęd został
Tam gdzie szaleństwo spokojem twym

Osobowość szaloną złą, dobra nie pozbawioną
Zabierz słodki skarb szaleństwa
Nie słuchaj rad
Zabierz duszę swą, taką jaką jest

piątek, 2 marca 2018

Jak to się stało, że jestem Pastafarianką?

To, że nalezę do PKLPS można nazwać przypadkiem, zrządzeniem losu, dotykiem macki, przeznaczeniem, nadinterpretacją losowych zdarzeń.  - Wybierzcie sami albo dodajcie własną interpretacje historii.

Jak większość osób w Polsce zostałam ochrzczona, a nawet poszłam do bierzmowania za namową rodziny i argumentami "będziesz mieć to z głowy", "potem będzie trudniej" itd. Moja Mama nigdy nie była specjalnie wierząca i nie wpajała we mnie Chrześcijaństwa, po prostu dobre wartości, które są raczej domeną większości jak nie wszystkich religii.
Najwięcej krzywdy spotkało mnie z powodu Chrześcijanki, która się uważała za porządną i dobrą osobę. Nigdy nie czułam się też do końca hetero więc z marszu też byłam przez to odrzucona. Szukałam więc innej religii, która polubi mnie taka jaką jestem. Koniec końców wahałam się miedzy czymś pomiędzy buddyzmem, satanizmem laveyańzkim i ateizmem.

O LPS usłyszałam jak większość pewnie w TV kiedy to zaczęły się pierwsze próby rejestracji. Potem od czasu do czasu coś usłyszałam o tej religii ale nie zgłębiałam jej, chyba nawet nie miałam polubionej strony na fb. W każdym razie jeśli jakieś powiadomienia były na tablicy to nie zwracałam na nie uwagi, ale dziwnym zrządzeniem losu post o ogólnopolskim zjeździe wpadł mi w oko. Zainteresowałam się z ciekawości. Ciekawe, że jest to tak popularne na całą Polskę. Postanowiłam, że pojadę na zjazd o ile będzie w pobliżu miejsca gdzie mieszkam, dojazd nie będzie przesadnie trudny, nie będę musiała nocować gdzieś poza domem. Wydawało mi się mało prawdopodobne by zrobili zjazd w Poznaniu, i dobrze myślałam. Plany były na jakieś centrum Polski tak by każdy mógł dojechać, itd. W terminie, w którym wypadał zjazd wypadał wyjazd mamy na wakacje i musiałam zostać i opiekować się kotami, obiecałam nagle nie powiem mamie, że nie mogę i każę kogoś na ostatnią chwilę szukać. To już w ogóle nawet jak bym chciała nie mogłam się oddalić na dłużnej niż kilkanaście godzin. Zjazd został zorganizowany w Białych Żródłach w Gorzewie czyli pod Gostyninem. Spokojnie z domu mogłam tam dojść długim spacerem. Pojechałam więc taksówką - taki koszt byłam gotowa ponieść skoro zjazd był tak blisko mnie.
Na zjeździe poznałam wiele fajnych osób i dowiedziałam się, że są różne Gminy i że w Poznaniu też jest gmina i powinnam szukać PG Poznańskiej gminy - Asi. Spoko czas iść się pytać, przysiadłam się do jednego stolika i zapytałam siedzącą tam kobietę, czy wie gdzie znajdę Asię z Poznania co zajmuje się organizowaniem spotkań. Długo nie szukałam... Zagadałam PG Poznańskiej Gminy. I tak zaczęłam chodzić w Poznaniu na spotkania, zbierałam na WOŚP z LPS, niosłam lektykę z LPS na paradzie równości...

środa, 31 stycznia 2018

część II - Nowe wcielenie

Staruszka krzątała się przy piecu gdy usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi frontowych.
- to ty Anno, jesteś dużo za wcześnie jak chcesz to możesz mi pomóc. – zawołała do gościa.
- to nie Anna – odpowiedział głos z sieni
Od dawna staruszka nie słyszała tego głosu, przez ułamek sekundy nie mogła skojarzyć do kogo może on należeć.  – Beata! - krzyknęła uradowana i wyszła na spotkanie niosąc pełną tace kapuśniaczków, gdy staruszka zobaczyła gościa była pewna, ze to jej najmłodsza córka Beata. Zmieniła przez ten rok, który się nie widziały. Ubrana była w czarno-fioletową skromną choć nie ubogą suknię. Materiał był bez wątpienia dobrej jakości, poza tym odcień fioletu wskazywał na naprawdę wysoką cenę.
 - Nie jestem Beatą - powiedziała młoda dziewczyna w wejściu. Staruszka odstawiła talerz z potrawą i machnęła ręką.
– No tak, tak teraz jesteś wielką panią, handlarka na targu co u niej kupuje mięso, mi mówiła, ze widziała cię z tym szlachcicem, kupcem czy kim jest ten Leteg czy jak on się tam zwie. Zresztą nie ważne, tak ci jego sakiewka w głowie zawróciła, że o starej matce na rok zapomniałaś. Mogłaś powiedzieć, że nic ci nie jest. Zwłaszcza, że nazajutrz twojego zniknięcia mówiło się o dziewce karczemnej, którą ktoś zgwałcił i zabił na śmierć. Byłam pewna, ze to ty podobno wyglądała jak ty, tak mówili, że to ty. Chorą matkę na takie rzeczy narażać, biedna dziewczyna jej ciało zniknęło z ulicy podobno zabrali ją ciii nekromaty. Ty w najlepsze gdzieś świecie się szlajałaś i po roku prawie do miasta wróciłaś, wiem bo mi na targu powiedzieli tak, a oni wiedzą wszystko co się w mieście dzieje.
- nekromanci, a ów szlachcic jak go określiłaś nazywa się Lederg. Nie wyglądasz na chorą – Odezwała się w końcu dziewczyna.
- no tak panienka z wyższych sfer umie te wszystkie trudne słowa nie bądź taka przemądrzała gdyby nie ja nie było by cię na świecie.  – upomniała dziewczynę staruszka i kontynuowała dalej swój wywód. – Nie mam szansy wyglądać na chorą zostawiłaś mnie i porzuciłaś. Jesteś  zwykłą ulicznicą, skazałaś mnie na śmierć swoim zachowaniem, musiałam sobie radzić bez słowa zniknęłaś kiedy najbardziej cię potrzebowałam, wiedziałam, że tak się zachowasz. Zostawisz opuścisz starą matkę gdy nadarzy się pierwszy lepszy gach co pomacha sakiewką pełną monet.  Zawsze byłaś leniwa i miałaś fart w życiu do niczego się nigdy nie nadawałaś. Ale nie mogłam cię wyrzucić bo jesteś moją córką. Staruszka wyraźnie się podburzyła. Dziewczyna w progu miała już dość nieustannego ględzenia kobiety, dość się już nasłuchała
- Zamilcz!  - Krzyknęła dziewczyna – Nie jestem Beatą ona zginęła tej nocy co zabili tą karczemną dziewczynę, to byłam ja.  Teraz nazywam się Vindicare należę do Umbry po tym jak mnie uratował Lederg, uznał mnie za dość silną by mnie uratować.
- Dziecko co ty gadasz? Oszalałaś czy co? – podeszła staruszka do córki i objęła jej twarz dłońmi
Dziewczyna się szeroko uśmiechnęła - szalona to byłam jak wierzyłam ci, że nic nie osiągnę -  po czym roześmiała się głośno a staruszka osunęła się na ziemię czując ból w podbrzuszu
Vindicare dała krok nad kobietą i podeszła do stołu,  - Przyciskaj ranę dokładnie to dłużej pożyjesz  - powiedziała spokojnie i zaczęła jeść bułeczkę z kapustą.
Staruszka czołgała się po ziemi i krzyczała po pomoc.
- Nikt cię nie uszłyszy, przecież wiesz o tym, nie marnuj sił bez sensu. Myślę, że będę tęsknić za tymi kapuśniaczkami, szkoda, że nigdy nie chciałaś ich zrobić specjalnie dla mnie, są przepyszne. – Staruszka wpatrywała się w córkę z przerażeniem i niedowierzaniem  - pomóż mi jęknęła
- to było by bez sensu, nie uważasz – odpowiedziała spokojnie bez zbędnych emocji- pomagałam ci tak długo a ty nie okazywałaś wdzięczności, poza tym myślę, że dasz sobie radę sama jak widzę beze mnie ozdrowiałaś
Ranna kobieta nie przestawała krzyczeć i błagać o pomoc.
Vinica westchnęła – irytujesz mnie, mam cię już naprawdę dość. Daj mi choć raz w życiu nacieszyć się kapuśniaczkami w spokoju, zwłaszcza, że będą one ostatnie jakie zjem tak dobre- złapała kobietę za włosy i podcięła jej gardło. Staruszka jeszcze kilka razy rozpaczliwie zadławiła się krwią i padła w kałuży krwi. Morderczyni spokojnie usiadła spróbowała jeszcze kilku rarytasów ze stołu, zapakowała kapuśniaczki i wyszła omijając kałużę krwi.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

część I - Śmierć.

Na dworze już panował półmrok, Beata jednak musiała wracać do domu. Zwykle zostawała cały tydzień w karczmie, w której pracowała i odwiedzała dom  w wolny dzień. Było to bezpieczne i dobre rozwiązanie. W tym tygodniu dzień w dzień musiała wracać do domu, do matki. Twierdziła, ze czuje się gorzej, że umiera i co dzień powtarzała „to już dziś umrę, nie chce umierać w samotności”. Jednak nie umierała kobieta, która całe życie miała końskie zdrowie nie zemrze od tak bo się gorzej czuje. Beata była wściekła na matkę, że ta zmusza ją do wędrowania po mieście o zmierzchu. Nie była jedyną jej córką, miała siostry, ale one miały już rodziny i nie były tak jak ona współczujące, wrażliwe i empatyczne. To też stara matka została pod opieką tej córki, której nie udało się powiedzieć „Nie!”. W myślach przeklinała na matkę, co za różnica czy jest na noc czy nie? W końcu matka jak tak śmiertelny okres może umrzeć w dzień gdy Beata będzie w pracy. Nie była jednak taka jak siostry i nie umiała powiedzieć tego co myśli nagłos. Była zbyt wrażliwa, zbyt miękka, zbyt uczynna i dobra, zbyt wszystko by jakoś się postawić.
Już od czterech dni udawało się jej dotrzeć do domu bezpiecznie, bez większych zaczepek ze strony innych. Coraz lepiej znała wszystkie stuknięcia i skrzypnięcia nocnego miasta. Wiedziała, gdzie należy zwolnić, gdzie przyspieszyć kroku, czuła się coraz pewniej w drodze. Jeszcze kilka razy i będzie całkiem pewna, że nic jej nie grozi.
- Ej, maleńka! Gdzie ci tak spieszono – usłyszała za sobą lekko pijany głos mężczyzny. Nie odpowiedziała i przyspieszyła kroku. Zawsze to działo, gdy znikała z oczu pijanemu, ten dawał sobie spokój. Tym razem jednak to nie podziałało, mężczyzna zaczął za nią iść. Gdy zoriętowała się, że idzie za nią zerwała się do biegu, było jednak za późno. Mężczyzna był zbyt blisko złapał ja za kaptur szarpnięcie wyprowadziło dziewczynę z równowagi i wprost w jego ręce. Kasztanowe, długie gęste włosy się rozwiały.
- Ej, Jonasz ta dziewucha jest ładna ho zobacz – krzyknął do otyłego spoconego i zapoconego kumpla, który wolnym krokiem człapał w ich stronę. Dziewczyna się szarpała jednak nie miała szans napastnik w przeciwieństwie do swojego kolegi nie był grubaskiem w kiepskiej kondycji. Jedną ręką trzymał dziewczynę w żelaznym uścisku, by nie uciekła, a drugą folgował sobie po jej ciele. – to gdzie się tak spieszyłaś pannico? – zaczął gadać bardziej do siebie niż do niej, podobało mu się ciało młodej i zadbanej dziewczyny – mmmm…… ładna jesteś. Taka ładna musi mieć kochasia jakiegoś. Do niego tak pędziłaś? Zapewne. Ale wiesz ja mam dla ciebie coś o wiele lepszego i większego, zobaczysz, bo jesteś taka śliczna.
Beata zaciskała mocno oczy i odwracała twarz od twarzy napastnika, śmierdziało mu z gęby cebulą, winem i starą kapustą. Wiedziała, że powinna się szarpać ale uścisk mężczyzny sprawiał jej ból i nie mogła się ruszyć, strach paraliżował jej głos. Była bezradna. Mężczyzna poczynał sobie coraz bardziej, włożył łapę w dekolt sukienki i szarpną mocno. Delikatny materiał nie stawiał wiele oporu  - ho ho takich cudeniek nie powinnaś ukrywać – mężczyzna wyszczerzył się w uśmiechu i zaczął dotykać z większym żarem młode jędrne piersi. Dziewczyna straciła wiarę w to, że całe zdarzenie zakończy się na kilku siniakach.  Zaciągnął dziewczynę w bardziej ustronne miejsce. Ciemny zaułek między budynkami był do tego idealny.  Dopisywało im szczęście wśród sterty śmieci leżał stary, zniszczony siennik i nie spał na nim, żaden bezdomny. Mężczyzna zagwizdał – ale fart – skwitował i uśmiechnął się i rzucił dziewczynę na starte śmieci. zadarł jej sukienkę do góry rozłożył nogi dziewczyny mimo oporu nie sprawiło mu to problemu i wszedł w nią gwałtownie i brutalnie. Beata zawyła rozpaczliwie z bólu, gwałciciela sprowokowało to tylko jeszcze bardziej. Zaśmiał się i powiedział szyderczo  - nie wiedziałam, że mam tak dużego przepraszam.
Odzyskawszy głos dziewczyna nabrała powietrze w płuca by móc krzyczeć i wołać o pomoc. Oprawca widząc zamiar dziewczyny zasłonił jej usta i złapał za gardło, zaczął ją dusić, najpierw jedną ręką potem obiema, gdy dziewczyna na powrót straciła głos – wolę ciche i milczące dziewuszki – powiedział z przekąsem w głosie. – krzyki rozkoszy ściągają niepotrzebnych gapiów, a tego byśmy nie chcieli.
Twarz dziewczyny poczerwieniała i była wykrzywiona w grymasie bólu, wstydu, upokorzenia i braku nadziei. Marzyła by stracić przytomność, a najlepiej umrzeć, miała już tego dość. Gwałcicielowi się to podobało, grymas nieszczęścia i bólu dziewczyny pobudzał go bardziej.  Zacisnął uścisk mocniej dziewczyna zemdlała, a on skończył w niej.
Wstał zadowolony z siebie i chciał już ogarnąć się i odejść, zostawiając dziewczynę nieprzytomną, już jej nie potrzebował, wziął co chciał. Wtem zobaczył, że jest umazany krwią wściekł się i zaczął kopać dziewczynę na oślep – ty kurwo, ty kurwo ujebałaś mi spodnie, pierdolona kurwa.
- Co ty robisz, Jorek. Zabijesz ją – za plecami usłyszał głos otyłego kumpla
- ona już nie żyje – wysapał Jorek
-więc bardziej jej nie zabijesz, daj spokój i chodź zanim ktoś nas usłyszy i zauważy.
Jorek głośno odetchnął i przyznał racje koledze na pożegnanie jeszcze kopnął dziewczynę tak mocno, że biedaczka stoczyła się z siennika i odzyskała przytomność.  
Zaczęła jęczeć jęczała coraz głośniej instynkt przetrwania był silniejszy od upokorzenia, wstydu i poczuciu ogólnej beznadziejności. Ból był przeokropny ledwo oddychała, w ogóle nie mogła się ruszyć i krzyczeć, a mimo to walczyła. Czuła, że ma połamane żebra i złamaną rękę mimo to próbował się wyczołgać z zaułku. Dławiła się krwią ale próbowała krzyczeć jak najgłośniej. Nie wiedziała dlaczego ale chciała przeżyć. Widziała ludzi przechodzących i wiedziała, że oni też ją widzą. Przechodzili obok odwracali się lub patrzyli z niekrytą radością, że nie są na jej miejscu. Pewien dobrze ubrany jegomość spojrzał się jej prosto w oczy i uśmiechnął tajemniczo. Było w nim coś dziwnego spojrzał jako jedyny prosto w jej oczy i patrzył bez obrzydzenia. Zajrzał w głąb duszy, przeciął ją spojrzeniem, a ona jego zakrwawione usta wykrzywiły jej się w uśmiechu i straciła przytomność. 

sobota, 23 grudnia 2017

Tagliatelle z łososiem i sosem ze świeżych pomidorów


Potrzebne nam będzie:
* świeże pomidory (polecam jakąś niedużą odmianę)
* łosoś wędzony
* zioła prowansalskie
* czosnek granulowany
* pieprz ziołowy
* kozieradka mielona
* papryka chilli mielona)
* parmezan

Co zrobić:
1. Przygotowujemy składniki, kroimy pomidory i łososia w dużą kostkę
2. W między czasie gotujemy makaron tagliatelle
3. Smarujemy bardzo delikatnie olejem patelnię (rzepakowy np"Kujawski") i smażymy pomidorki aż stracą swoją jednolitą konsystencje i wygląd - cały czas pamiętamy o mieszaniu
4. Gdy pomidory zaczną puszczać soki sypiemy wszystkie przyprawy - czosnek granulowany, pieprz ziołowy, kozieradka, zioła prowansalskie, chilli.
5. Na sam koniec gdy sos pomidorowy jest gotowy dodajemy łososia.
6. Mieszamy makaron z sosem, tak by był dokładnie otoczony sosem. Wykładamy na talerz posypujemy parmezanem ( możemy udekorować listkiem bazylii )

Smacznego :)


Szybka Makaronowa zapiekanka z pieczarkami i kiełbasą

Potrzebne nam będzie
*Makaron krótki fusilli(świderki) lub farfalle(kokardki)
*pieczarki
*tarty ser żółty(np. gołda, edamski, mix do pizzy)
*kiełbasa
*czosnek granulowany
*cebula
*sól(opcjonalnie)
*pieprz

*brytfanka lub naczynie żaroodporne, do którego pojemności sami musimy dobrać ilość składników. Pieczarek proponuję policzyć więcej bo zmniejszą swoją objętość

Co zrobić:
1. gotujemy makaron, jeśli nie lubimy rozgotowanego makaronu warto go trochę nie dogotować, a wtedy dojdzie nam bardzo ładnie w piekarniku

2. ustawiamy piekarnik do nagrzania na około 180C

3. kroimy pieczarki w plasterki i cebulkę w piórka(chyba, że mamy chęć drobniej), następni przesmażamy, najlepiej razem, potem i tak będziemy razem je mieszać

4. kroimy kiełbasę w plasterki lub dużą kostkę.

5. ugotowany makaron, kiełbasę i pieczarki z cebulką wrzucamy do brytfanki, doprawiamy według uznania czosnkiem granulowanym solom i pieprzem, dokładnie mieszamy, możemy dodatkowo wrzucić ser do środka i pomieszać.

6.  posypujemy serem i zapiekamy około 45 minut

Smacznego :)

Proste i szybkie spaghetti z kiełbasą

Potrzebne nam będzie
*Makaron spaghetti
*kiełbasa taką jaka lubimy
*pomidory z puszki krojone
*koncentrat pomidorowy
*trochę oleju
*oregano suszone
*bazylia suszona
*sól(opcjonalnie)
*pieprz


1. Gotujemy makaron na twardość jaką lubimy

2. Kroimy kiełbasę, w plasterki lub dużą kostkę, wedle uznania. (ja zazwyczaj kroję w plasterki)

3. Grzejemy olej  na patelni następnie wrzucamy kiełbasę lekko przysmażamy, dodajemy pomidory z puszki i koncentrat mieszając wszystko razem, sypiemy przyprawy według uznania jak bardzo chcemy mieć ziołowe. Przegotowujemy jeszcze chwilę

4. Mieszamy z sosem i nakładamy na talerze

Smacznego :)

Szybkie ziołowe spaghetti (Wege)


Potrzebne nam będzie
* Makaron spaghetti
* koncentrat pomidorowy duży sloiczek
* cząber(suszone)
* bazylia(suszone)
* oregano(suszone)
* estro.. znaczy sie estragon, tak estragon. nie hormon, zioło suszone... xD
* rozmaryn (suszone)
* majeranek(suszone)
*czosnek granulowany
*sól (opcjonalnie)
*pieprz

1. gotujemy makaron na twardość jaką lubimy

2. wlewamy do garnka koncentrat, resztkę co została w słoiku wypłukujemy wodą(gotowaną, lub kraniczanką) i wlewamy do garnka. Ta woda będzie przydatna by sos miał się z czego redukować.

3. wsypujemy zioła ile lubimy, ale ostrożnie, lepiej nie zrobić chrzęszczącej między zębami zielonej paciai.

4. zagotowujemy, często mieszając. bo "bąbelki" potrafią nieźle nachlapać

5. mieszamy z makaronem, rozkładamy na talerze przy ozdabiamy świeżymi ziołami(jak mamy) według inwencji

6. Jemy, smacznego :)



niedziela, 3 września 2017

Tyle Bogów jeden LPS

Bogów w świecie nie zliczone rzesze
Nakazów wiele i kar nie mało
Do doskonałości dążyć każą
To przytłacza.

Za stwórcę świata podają się
Losami kierują, za nas decydują
Czyżbyśmy byli ich Simami?
Perspektywa kiepska, sama grałam

Wśród nich jeden miły
Jeden spoko
Lata, klopsy dwa, oczka
i makaron po plątany

Do błędów przyznaje się
Że doskonały nie upiera się
Jak każdy wolną wolę dał
Sugestie przekazał, nie nakazy i zakazy

Wolał by abyśmy ...
Dupkami nie byli
Nawet jeśli perfekcyjnie nie umiemy

Czy to aby bóg?
Może obiad jeno smaczny?
Kiedyś dowiemy się
A może już wiemy

czwartek, 31 sierpnia 2017

Makaronowy kraken i porwany kucharz

Dawno, dawno temu, a może nie tak dawno, bo wczoraj lub jutro. Kto wie? Po morskich wodach pływał wspaniały statek piracki zwany Makaronowym Krakenem, jego kapitanem był nie kto inny jak Bert Klusek. Kapitan Klusek był kapitanem sprawiedliwym i uczynnym, a do tego rządnym przygód jak mało kto. Przygoda, którą poznacie drogie dzieci i dorośli, którzy nadal lubią bajki zaczyna się od listu w butelce.

Makaronowy Kraken jak zwykle cumował przy jednym z portów Wielkiego Świata. Kapitan Klusek siedział w karczmie popijał swój ulubiony napitek i opowiadał o swych przygodach. Gdy nagle do karczmy wpadł chłopiec okrętowy z Makaronowego Krakena imieniem Jaś.
- Kapitanie Klusku, kapitanie Klusku – krzyczał w niebogłosy rozglądając się po karczmie w poszukiwaniu swojego kapitana. Nie było trudno go znaleźć, gdyż w samym centrum kończył opowiadać kolejną przygodę
- …i wtedy wykopaliśmy ten skarb. Jasiu nie krzycz tak i powiedz co się stało?
- list, list w butelce, kapitanie, list… – powiedział dysząc i sapiąc po biegu.
Kapitan Klusek wziął od chłopca butelkę z listem, wyjął i przeleciał tylko tekst
- Na mnie czas, przygoda wzywa – powiedział i z głośnym stukiem odstawił kufel.

-Ahoj Kamraci, czy wszyscy są – krzyknął do załogi na statku, a po stadku rozeszły się głosy informujące, że kapitan już wrócił. Niebawem do kapitana podszedł Bosman Bob i oznajmił.
-Arrrrr… Kapitanie wszyscy na swoich miejscach, zwarci i gotowi możemy płynąć zaraz po obiedzie
Pora obiadowa była bardzo ważna dla całej załogi, nie lubili działać na głodniaka, podejmować ważnych decyzji, w ogóle nic nie lubili robić na głodniaka, więc i śniadanie, i kolacje były równie ważne, ale te posiłki jedli o różnych porach. Mieli różne godziny wstawania i chodzenia spać, w końcu niektórzy to śpiochy i nocne marki, a inni ranne ptaszki.
Kapitan uśmiechnął się szeroko i usłyszeli gong wołający całą załogę na obiad.
Gotowaniem zajmował się karzełek imieniem Pip, był wspaniałym uroczym i dowcipnym małym człowieczkiem, lecz kompletnie nie znającym się na gotowaniu. A zwłaszcza makaronu, który to uwielbiała załoga Makaronowego Krakena. Pip zawsze rozgotował makaron tak, że nie dało się rozpoznać czy to penne, czy fusilli a może spaghetti?
- Uwielbiam spaghetti – rzekł pirat Jon zajadając się ze smakiem smaczną makaronową breją
- Jon, ty się w ogóle na makaronie nie znasz, przecież to penne jest – odrzekł Pirat Tom.
- wy dwaj w ogóle nie znacie się na makaronie, oczywiście, że jest to fusilli – rzekł bosman Bob – ja wszędzie poznam pyszny smak fusilli.
- spójrzcie to spaghetti, o widzicie, jak się ciągnie? – powiedział Jon udowadniając swą tezę długą nitką glutowatej substancji ciągnącej się na kilka naście centymetrów nad miską.
- e tam spaghetti, każdy głupi zobaczy, że to ser a nie makaronowa nitka – odpowiedział na to Tom – o widzicie tutaj jest dziurka zupełnie jak w penne
- Tom dziurę to ty masz w skarpecie, to fusilli. Widać gołym okiem te skręty i zakręty jak u świderka. – odrzekł bosman Bob
Gdy kamraci kłócili się o rodzaj makaronu udowadniając co nowe tezy na temat kształtu, Kapitan Klusek zapytał się Pipa.
- Jaki makaron nam dziś ugotowałeś drogi Pipie?
Pip uśmiechnął się szeroko i powiedział z dumą – to farfalle
Wszyscy piraci spojrzeli w swoje miski i równo zrobili głośne zdziwione – Ooooo…- tylko młody Jaś powiedział – wiedziałem, że to farfalle
Zdziwieni piraci popatrzyli na malca jak na proroka, który właśnie powiedział, że poznał plany i zamiary Latającego Potwora Spaghetti.
- skąd? – zapytał któryś z członków załogi
- a stąd – odpowiedział i uniósł nadzianą na widelec kokardkę makaronu
Piraci wpatrywali się w makaronową kokardkę jak by objawił im się sam LPS
- Brawo Jasiu, masz dziś szczęście – rzekł spokojnym głosem o ojcowskim tonie Kapitan Klusek.

Tak jak planowali wypłynęli na kolejną przygodę, tym razem ratunkową. W butelce bowiem był list proszący o ratunek a brzmiał on tak:
Potrzebuję ratunku!!
Uwięzili mnie okropni i źli nietolerianie
Więżą mnie w Nietolerandli
Kucharz Alberto Klops.”

Wiatry sprzyjały podróży morskiej, Makaronowy Kraken mknął przez ocean w stronę wyspy nie tolerancyjnych mieszkańców zwanej Nietolerandią. Na statku wciąż trwały obiadowe kłótnie, nie chodziło już o rodzaj ugotowanego makaronu, a który jest lepszy.
- Penne najlepsze – krzyczał do swoich towarzyszy pirat Tom – jest jak mini słomka do picia sosu
- makaronowe danie to nie napitek, że można go pić przez słomkę – odkrzyknął Bosman Bob – najlepsze jest fusilli, jego świderkowatość i zakręconość jest alegorią LPS.
- po co komuś jakieś alegorie, skoro można mieć spaghetti, który jest istotą jego Makaronowości. – krzyknął Jon.
Do dyskusji dołączyli się i inni piraci wyrzykując nazwy swojego ulubionego makaronu i jego wyższość nad innymi.
-Conchiglioni jest najlepsze te duże musze same w sobie są jak miseczka
-lasagne, jest jak kartka, idealny gdy zabraknie ich w kajecie
-pierogi, ich nadzienie może być tak różnorodne, że każdemu dogodzi
-ryżowy, nie ma glutenu więc może go każdy jeść
-Anelli, idealny, gdy chce się oświadczyć ukochanej, a zapomniało się pierścionka

-Uspokójcie się kłótliwe obiboki – krzyknął sternik Filip – dobijamy już do celu, a wasze dywagacje zdradzą nas jak nic na wyspie nietolerancji.
Makaronowe kłótnie ucichły natychmiast i zapadła cisza jak makiem zasiał. Zacumowali w małej ukrytej zatoczce i kapitan zebrał całą załogę na naradę. Mimo że był kapitanem zawsze podejmował decyzje wspólnie z całą załogą, cenił sobie ich zdanie i sugestie. 
- Wiemy, gdzie jest kuchnia, w której więżą kucharza? – zapytał jeden z piratów
- niestety nie- odparł smutno Kapitan
- Podejrzewam, że u kogoś ważnego – wtrącił Karzełek Pip – w końcu ktoś mało ważny nie potrzebował by porywać najlepszego kucharza świata.
-  Pip ma racje, ustalmy, gdzie mieszczą się kuchnie najważniejszych osób i wbijamy się do nich po kolei! - zasugerował jeden ze zgromadzonych
- kiepski pomysł – rzucił inny – jeśli nie trafimy z pierwszymi dwoma miejscami to do trzeciego się nam nie uda. Musimy działać incognito. Niczym tajni agenci.
- najlepiej podzielmy się na grupy, w tak dużej gromadzie na pewno nie będziemy incognito 
- my jesteśmy piratami, a nie tajniakami! – oburzył się inny ze zgromadzonych piratów
- To uderzmy wszyscy razem, na wszystkie kuchnie naraz
- Ktoś w ogóle wie jak wygląda kucharz Klops?
Wszyscy piraci pokręcili głowami przecząco.
- no to jak my go rozpoznamy w chaosie? Jeszcze się wystraszy i schowa
-domyśli się
- a jak nie? To narobimy sobie i jemu kłopotów
Debatowali tak aż zaczął się zmierzch (nie ten film o wampirach tylko taki na niebie). Wtedy to uznali, że zakradną się incognito do kuchni w małych grupkach i tak poszukają Kucharza, gdyż niegrzecznie jest budzić ludzi w środku nocy. 

W końcu dogadali się co do planu działania i ustalili wszystko, ze statku wyszły cztery grupki po trzy osoby, więcej potrzeby nie było. Mieli odwiedzić tylko cztery kuchnie do przeszukania. Reszta została na statku i zachowywała gotowość, by szybko zawinąć się z zatoczki i uciec z wyzwolonym Alberto Klopsem. Nie udało się by zajrzeli do wszystkich kuchni jednocześnie. Odległości między kuchniami nie pozwoliły im na synchronizację.
Jako pierwsza była kuchnia prezydenta Wesołka, jego kuchnia była najbliżej, gdyż nie był najważniejszy. Na wyspie jedyną funkcja prezydenta było dobrze wyglądać i ładnie się prezentować w Wielkim Świecie.
Zajrzeli do środka prezydenckiej kuchni, była skromna i nieduża, znaleźli jedynie drobną blondynkę, która kończyła szorować stertę garów.
- Ty jesteś Kucharz Klops – zapytał jeden z piratów
- jak ona może być kucharzem Klopsem, toć to drobna dziewczynka jest – odpowiedział mu towarzysz
- A skąd wiesz, może ona właśnie jest nim, przecież nie wiemy, jak wygląda, to może być każdy.
Sprzeczali się tak długo i nie słyszeli jak dziewczynka swym cichym i nieśmiałym głosem próbuje coś powiedzieć.
- Cisza- powiedział trzeci z grupy kamratów- jesteś Klopsem? – zapytał stanowczo. Dziewczynka pokręciła głową, a piraci nie czekając na wyjaśnienia wyszli dalej debatując, czy Kucharz może wyglądać jak drobna blondyneczka.
Druga była kuchnia premier Broszki
- Ahoj jest tam kto? – zapytali piraci zaglądając przez drzwi 
- a kto pyta? - zapytał głos w kuchni
- a nikt taki, panie Klops jest pan tu?
- klopsów nie ma. Jesteście piratami? – odpowiedział głos
Piraci szeptali między sobą – arrr… domyśliła się kim jesteśmy – ja to załatwię
- nie jesteśmy piratami Arrrr…
Trzecia przypadała dla osła, znaczy się posła (zawsze mi, się kurczę mylą) Tam znaleźli tylko śpiącego kota, który na pytanie czy jest Kucharzem Alberto Klopsem podniósł sennie głowę po to by spojrzeć kto zakłóca mu sen i poszedł spać dalej.
- dziwny ten kot
-taki w ogóle nie towarzyski i wyglądał na wrednego i złośliwego
- taki stereotypowy
- stereotypy są bardzo raniące, wobec każdego
Piraci wracali i rozmawiali na temat kota w kuchni.
czwarta z kolei kuchnią była ta należąca do Kapłana Grzybka. Znajdowała się w samym centrum niewielkiej wysepki i towarzyszyła ogromnej posiadłości połączonej z wielką świątynią.
-hoho… - rzekł jeden z piratów- kto mieszka w takiej chacie? Bohater jaki?
- nie to kapłana dom i świątynia
- huhu kapłan ten jest jakimś bohaterem albo przedsiębiorcą?
- nie, w przewodniku po Wielkim Świecie napisane jest, że jest tylko kapłanem i utrzymują go wierni
- to miło z ich strony, że tak dbają o niego, życzliwi są ci nietolerianie
- w sumie to nie do końca – powiedział pirat przeglądający przewodnik – podobno kapłana utrzymuje państwo z podatków i datków od wiernych
- a to nie ładnie, oj nie ładnie i bardzo nie uczciwie
Przegadali całą drogę do kuchni przez co nie zorientowali się jak szybko zleciała im droga pod drzwi kuchni.
- to tu – oznajmi jeden z piratów. Zrobili krótką rozgrzewkę, wyjęli szable i wpadli
- Arrrrr!! Przybyliśmy uratować kucharza Alberta Kluska, odzyskamy go po dobroci lub siłą
Wpadli i zastali jedynie pulchnego niezbyt wysokiego mężczyznę w średnim wieku, który siedział smutny w koncie krojąc pomidory. Usłyszawszy, że piraci wpadli robiąc dużo rabanu, mężczyzna szybko otarł łzy i powiedział – nie hałasujcie tak, bo nas złapią
-Jesteś kucharzem, który wzywał pomocy? – zapytali ściszonymi głosami na granicy szeptu.
- tak – odparł kucharz pakując swoje rzeczy

Nazajutrz po statku w porze obiadowej rozszedł się wspaniały i smakowity zapach dobiegający z kuchni. Załoga ustawiła się w kolejce na długo przed gongiem oznajmującym początek przerwy obiadowej. Gdy wszyscy zasiedli do jedzenia Kucharz Alberto Klops wstał i oznajmił – chciałem się wam jakoś odwdzięczyć za ratunek i przyrządziłem wam ten skromny obiad.
Tym razem podczas obiadu nikt nie odzywał się, wszyscy jedli w skupieniu makaron, który nie był w ogóle rozgotowany, ba nawet nie był posklejany idealny al’dente i oblepiony pysznym aromatycznym sosem. Gdy wszyscy zjedli po dokładce i najedli się do syta, wznowili debatę, który kształt makaronu jest najlepszy. Po wysłuchaniu najróżniejszych argumentów na temat makaronu, niektórych poważnych innych zabawnych, a jeszcze innych dziwacznych wtrącił się Alberto do burzliwej debaty – wszystkie makarony są równe, nie ma najlepszego. Każdy kształt ma jakieś wady i każdy ma jakieś zalety. Gdyby istniał jeden najlepszy kształt makaronu był by ten jeden kształt.
Jednomyślnie wszyscy kamraci zgodzili się, że gdyby miał pozostać jeden kształt i jeden rodzaj makaronu świat by stał się smutny i nudny.
 Panie Klopsie mógł by pan z nami zostać? – zapytał chłopiec okrętowy Jaś.
Kucharz zaśmiał się - jeśli mnie tylko chcecie, to czemu nie. Kapłan Grzybek jak tylko zauważy moje zniknięcie na pewno wyśle po mnie kogoś, z wami będzie bezpieczniej.

Tak o to załoga Makaronowego Krakena zyskała nowego kucharza i przyjaciela. Nie musieli od teraz jeść rozgotowanego makaronu i domyślać się jego pierwotnego kształtu.

niedziela, 27 sierpnia 2017

RAmen LPS

Makaronową macką owinął...
Przytulił

Nie martw się powiedział
Dobrze będzie rzekł

Grzańca ciepłego wręczył
i ogrzał
Myśli i serce

Łyk za łykiem
Kolory świata powróciły

Pogodny nastrój i radość życia
znów w mym świecie zagościły

RAmen, Latający Potworze Spaghetti,
że jesteś, w sercu, żołądku...
Wszędzie i zawsze. RAmen

piątek, 25 sierpnia 2017

Dlaczego Siostra? Dlaczego Brat?

W społeczności wyznawców Latającego Potwora Spaghetti na spół wiernych mówi się "Siostra" lub "Brat". Niektórzy twierdzą, że jest to parodia innych religii lub próba zawłaszczenia miana (zresztą podobne rzeczy często nam zarzucają, ale o tym kiedy indziej) Zazwyczaj gdy jakaś wiara mówi, że spół wierni są braćmi i siostrami oznacza to wspólnych praprzodków lub praprzodka, który/a jest praojcem lub pramatką wszystkich ludzi żyjących na ziemi(nie będę pokazywać palcem kto tak ma).Praprzodkowie mieli dzieci, a te dzieci miały dzieci i tak dalej do zaludnienia ziemi. Podejście to zdaje się sugerować, że wszyscy pochodzimy z kazirodczego związku praprzodków.  Dla wielu osób kazirodztwo (i w tym dla mnie) jest niemoralne. Oczywiście znajdą się zwolennicy tak zwanej czystej krwi rodowej, ale ja osobiście uważam, że lepszym sposobem na zachowanie czystej krwi jest nie wstrzykiwanie sobie w żyłę świństw, które ją zanieczyszczą.
 W pastafarianizmie nie chodzi o wspólnego przodka moim zdaniem, lecz o sympatie jaką darzą się członkowie KLPS - Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Bo któż nigdy nie nazwał najlepszej przyjaciółki Siostrą, a Bratem przyjaciela? Kto nigdy nie powiedział " Ona jest dla mnie jak siostra" , " On jest dla mnie jak brat". Bardzo często z rodziną nie możemy się dogadać, albo nas nie rozumie. Czasami zdarza się, że tracimy rodzinę. Wtedy to przyjaciele stają się naszą rodziną.
Podsumowując w KLPS nazywamy się wzajemnie Braćmi i Siostrami jako zwrot grzecznościowy oznaczający przyjaźń i przyjazne nastawienie jakie łączy wyznawców Latającego Potwora Spaghetti.
😉
 Kiedyś gdzieś słyszałam określenie, "przyjaciel to nazwa brata, którego sami mogliśmy wybrać"(adekwatnie oczywiście jest z przyjaciółką). Czyż nie jest piękne?